Pewnie chodzi o sprowadzanie sprzętu na własną rękę i modeli "china", które nie są oficjalnie na europejskim rynku. Dystrybutorom i polskim sklepom nie podoba się to, że ludzie kupują za granicą, często w niższych cenach (korzystając z kantorów internetowych, kuponów zniżkowych i cashbacków) i liczą na loterię z opłatami celnymi, jak się uda to kupią jeszcze taniej. Gdzieś czytałem dzisiaj, że domagają się większej kontroli celnej paczek zagranicznych, żeby zwiększyć ściągalność VAT i pośrednio uderzyć w tych, co samemu kupują za granicą, a mogliby wydać na ten sam towar 2x tyle (lub nawet więcej) i jeszcze serwisy internetowe miałyby wpływy z reklam oraz prowizji od sprzedaży. Dotyczy to wszystkich branż, elektroniki, mody, kosmetyków i innych. Europejczycy kupują dużo na Aliexpress i w znanych sklepach, to trzeba im utrudnić życie. Dzisiaj może smartphony Xiaomi nie są aż tak opłacalne za granicą jeśli się doliczy VAT, ale i tak zdarzają się okazje. Kiedyś było dużo bardziej opłacalne, bo wiele modeli nie było dostępnych lub ceny były kilkaset złotych wyższe (nawet z opłatami celnymi).
A tłumaczenia o bezpieczeństwie użytkowników i szkodliwości dla społeczeństwa czy podróbkach, to zwykłe mydlenie oczu ludziom, które stało się niezwykle popularne w firmach. Wszyscy wprowadzając zmiany tłumaczą je podniesieniem bezpieczeństwa użytkownika. Dosłownie jak w science-fiction. Robi się z społeczeństwa idiotów niepotrafiących obsłużyć widelca i łyżki. Aż dziwne, że nie zakazali jeszcze nożów, siekier, nożyczek, nie mówiąc już o piłach, kosach, palnikach czy innych narzędziach, którymi można zrobić sobie i innym krzywdę.