Wielki nieobecny w Polsce. Recenzja Redmi K30

Wielki nieobecny w Polsce. Recenzja Redmi K30

Rynek smartfonów w 2020 roku jest przeraźliwie nudny. Wielu producentów, w tym Xiaomi, postanowiło uczestniczyć w swoistym wyścigu na większe megapiksele czy mityczne 8K, które prawdopodobnie jeszcze przez dobre kilka lat nie przyda się nam do absolutnie niczego realnego, a rezultatem tego jest tylko znaczne podbicie ceny, zawierającej “podatek od niekoniecznie przydatnych, ale nowości”, często kosztem stosunkowo niedrogich, a naprawdę realnych i przydatnych ulepszeń względem poprzednich generacji (kazus Mi 10). Nadal jednak chińska marka tworzy wiele telefonów należących do różnych półek cenowych, które mają za cel dostarczyć jak najwięcej funkcjonalności w możliwie jak najbardziej przystępnej cenie. Czy udaje się to w praktyce? Oto recenzja Redmi K30 – czyli średniopółkowca Xiaomi, mającego być następcą Redmi K20, wydanego u nas jako Mi 9T.

Wygląd

Pudełko nie zdradza niczego specjalnego. Znajdziemy w nim telefon, nakładki na ładowarkę, papierologię czy igiełkę do otwarcia tacki na karty SIM – czyli, generalnie mówiąc, standard. O żadnych dodatkowych akcesoriach nie ma mowy i nie należało się ich tutaj spodziewać. Obudowa smartfona jest szklana i błyszcząca, więc niestety łatwo się brudzi – jeśli nie założymy dołączonego do zestawu etui (czego nie uczyniłem), to jej czyszczenie stanie się koniecznością. Aparaty, jak w większości dzisiejszych telefonów, a nad czym głęboko ubolewam, wystają poza obudowę – bez założonego etui powoduje to, że telefon leży, np. na stole, pod kątem – dla mnie wygląda to średnio. Zarzut ten jednak można postawić do praktycznie każdemu urządzeniu wyprodukowanemu w 2019 czy 2020 roku, niezależnie od marki. W porównaniu do posiadanego przeze mnie prywatnie Redmi Note 7, pod tym względem omawiany dzisiaj smartfon wcale nie wypada najgorzej.

Do testów otrzymałem wersję w kolorze różowym – moim zdaniem jest on zupełnie przyzwoity. Nie ma tutaj refleksów i wizualnych wodotrysków, jak we wcześniej testowanym przeze mnie Mi A3. Redmi postawiło na stonowany, jednolity odcień w każdej perspektywie. Niezależnie od tego, czy spogląda się na telefon prosto, czy też pod kątem, zachowuje on jednolity kolor, gdzieniegdzie odbijając światło od np. stojącej w pobliżu lampki. Może się to podobać lub nie – dla mnie wszystko jest w porządku, choć osobiście wolałbym matową, metalową obudowę.

Wyróżnikami tego, że ma się do czynienia z Redmi K30 są: umieszczone pośrodku w górnej części tyłu moduły aparatów, otoczone nieco ciemniejszym niż reszta tylnej części smartfona okrągłym wyróżnikiem, a także rozlokowane po prawej stronie przodu dwa moduły aparatów, łączone oprogramowaniem w jeden – co można zauważyć na przykład przy próbie ukrycia wcięcia z przeniesieniem paska statusu w ramach interfejsu systemu. Przez chwilę moduły stają się “niezależne”. Pomijając ten aspekt – choć osobiście nie przepadam za tego typu rozwiązaniami, ponieważ zaburzają one dla mnie symetrię urządzenia – chętnie widziałbym tutaj dziurkę bądź małe wcięcie pośrodku.

Podzespoły, oprogramowanie

Redmi K30 wyposażono w ekran wykonany w technologii IPS LCD o przekątnej 6,67″ i rozdzielczości 2400 x 1080 pikseli – dzięki temu gęstość pikseli wynosi 386 pikseli na cal. Ostrość ekranu jest zupełnie dobra – nie ma szans, aby dopatrzyć się w tym smartfonie pojedynczych pikseli. Ten model posiada również wsparcie dla technologii HDR 10, której można używać m.in. w filmach wykorzystujących tą funkcję. Smartfon w wersji chińskiej nie posiada certyfikatu Widevine L1, w związku z czym nie będzie można oglądać na nim filmów z Netflixa w jakości HD – maksymalna dostępna rozdzielczość to SD. Szkoda, że Xiaomi nie zdecydowało się na zastosowanie tutaj ekranu AMOLED – co prawda zastosowany wyświetlacz jest zupełnie dobry pod względem swoich parametrów, np. kątów widzenia, lecz w porównaniu z Mi 9T tracimy niewątpliwie mocne strony AMOLED-owych ekranów, takie jak nieskończony kontrast czy faktycznie czarne czernie (te w Redmi K30 wydają mi się nieco szarawe). Zyskujemy natomiast coś innego – jest tutaj bowiem odświeżanie z częstotliwością 120 Hz. I trzeba przyznać, że dla osoby, która wcześniej nie miała styczności z taką technologią, a taką osobą jestem ja, zmiana częstotliwości realnie wpływa na komfort użytkowania telefonu. Po przełączeniu się na odświeżanie 60 Hz czuję bowiem, że telefon nie działa już tak płynnie, jak działał przedtem – różnica jest po prostu zauważalna gołym okiem. Nie oznacza to, że telefon cały czas działa bez zacięć i z stałą częstotliwością 120 Hz – bo absolutnie tak nie jest. Telefon dynamicznie zmienia częstotliwość odświeżania w zakresie pomiędzy 60 a 120 Hz, w zależności od aplikacji, aby oszczędzać baterię – czasem to czuć na przykład poprzez lekkie przycinki i klatkowanie animacji. Panel może działać z maksymalną częstotliwością 120 Hz, ale nie działa z nią w każdym scenariuszu.

Zobacz też:  MIUI 20.10.22

Procesor będący sercem urządzenia to 8-rdzeniowy Qualcomm Snapdragon 730G, którego 2 szybsze rdzenie rozpędzają się do 2,2 GHz, zaś 6 pozostałych osiąga taktowanie 1,8 GHz. Współpracuje on z układem graficznym Adreno 618. Na potrzeby recenzji do testów otrzymałem wariant z 8 GB RAM typu LPDDR4x i 128 GB pamięci wewnętrznej typu UFS 2.1. Telefon posiada slot na dwie karty SIM – można wybrać, czy chce się korzystać z drugiej karty SIM, czy też z karty microSD o pojemności do 256 GB (niestety nie można połączyć obydwu możliwości – brakuje oddzielnego slotu na kartę pamięci). Zarówno w wersji chińskiej, jak i indyjskiej nie ma wsparcia dla pasma B20 LTE.

W momencie otrzymania telefonu do testu pracował on pod kontrolą nakładki MIUI 11 od xiaomi.eu w wersji stabilnej (V11.0.14.0.QGHCNXM), a w międzyczasie otrzymał aktualizację do wersji V11.0.15.0.QGICNXM z kwietniowymi poprawkami bezpieczeństwa. Należy tutaj zaznaczyć jedną istotną kwestię – Redmi K30 nie jest i najprawdopodobniej nigdy nie będzie oficjalnie dostępny w Polsce, w związku z czym potencjalni nabywcy tego urządzenia mogą otrzymać telefon z oprogramowaniem chińskim (tylko język angielski i chiński) bądź Global przeznaczony na Indie i identyfikujący się jako POCO X2. Posiada on co prawda język polski, ale nie ma wsparcia dla zaimplementowanego w chińskiej wersji Redmi K30 modułu NFC. Aby móc korzystać z funkcjonalności NFC na tym modelu i mieć jednocześnie język polski, należy więc zainstalować oprogramowanie xiaomi.eu bądź inną modyfikację MIUI / czystego Androida – inaczej nie będzie ono działać. Z tego powodu nie zdecydowałem się na testowanie telefonu z oprogramowaniem Global czy China.

Skoro kwestie techniczne mamy za sobą, należy zadać pytanie: jak działa ten telefon na co dzień? W zdecydowanej większości scenariuszy po prostu dobrze. Procesor jest na tyle wydajny, że swoją mocą dogania dwuletni flagowy CPU Qualcomma, Snapdragon 845, co z kolei niesie za sobą po prostu dobre działanie większości uruchomionych na urządzeniu aplikacji. Telefon radzi sobie również z trzymaniem tychże aplikacji w pamięci podręcznej. 8 GB RAM robi dobrą robotę, choć niestety czasem zdarza się sytuacja, że jakaś aplikacja zostanie usunięta z pamięci i zaistnieje konieczność jej przeładowania. Ponadto w zdecydowanej większości przypadków telefon nie wykorzystuje całego dostępnego RAM – niezależnie od tego, ile otworzę aplikacji, zazwyczaj nie “schodzi” on poniżej 4 GB dostępnej pamięci RAM. Czasem zdarzają się zawieszki, nawet w trybie 120 Hz, ale zazwyczaj nie są one poważne – jedno z większych zawieszeń zdarzyło mi się podczas przewijania archiwalnych postów MIUI Polska w Menedżerze stron od Facebooka – aplikacja kompletnie nie reagowała na moje polecenia, lecz usunięcie jej z pamięci podręcznej i ponowne uruchomienie naprawiło problem. Większych trudności nie powinno być również z uruchomieniem nawet bardziej wymagających gier – choć nie jestem osobą, która często gra w gry na smartfonie, więc tego aspektu nie sprawdziłem wystarczająco dogłębnie.

Zadowolone będą również osoby, które lubią słuchać muzyki – zarówno przez wbudowany (niestety pojedynczy) głośnik, jak i przez obecne tutaj, na przekór obowiązującym trendom wycinania tego modułu nawet z telefonów flagowych, wyjście mini jack 3,5mm. Głośnik generuje głośne brzmienie, więc dzwonka czy powiadomienia na pewno nie przegapicie. Z pewnością nie będą zadowolone osoby, które szukają tutaj szerokiej sceny – takiej na pewno w tym modelu nie ma. Decydując się na telefon w cenie około tysiąca złotych, trzeba zaakceptować jakieś kompromisy. Dźwięk wydobywający się ze słuchawek jest natomiast całkiem przyzwoity – jego barwę można sobie dostosować w wbudowanym equalizerze, który wspierany jest we wszystkich aplikacjach do obsługi multimediów. Po dostosowaniu swoich preferencji w tymże equalizerze osobiście jestem z możliwości udostępnianych przez wyjście mini-jack bardzo zadowolony, aczkolwiek miejcie na uwadze, że nie jestem szczególnie wielkim audiofilem i na wielu aspektach związanych z odtwarzaniem muzyki się kompletnie nie znam. Dużo dobrego z pewnością wnosi zastosowanie funkcji Mi Sound – poprawia ona znacznie jakość dźwięku. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o funkcji Dźwięk Hi-Fi – ona po prostu nie działa tak jak powinna, a przy tym wydaje mi się, że raczej obniża jakość dźwięku, zamiast ją podwyższać. Z pewnością mocno obniża ona głośność ze słuchawek.

Zobacz też:  Oficjalna premiera serii Xiaomi Mi 10T oraz Xiaomi Mi Watch

Duże zastrzeżenia mam natomiast, ku mojemu dużemu zdziwieniu, do wbudowanego w przycisk zasilania czytnika linii papilarnych. W większości przypadków działa on celnie i szybko, lecz w wielu sytuacjach, szczególnie wtedy, gdy moja ręka była lekko wilgotna (nie mokra – po prostu wilgotna bądź delikatnie spocona), czytnik nie chciał w ogóle widzieć mojego palca. Nie rozpoznawał go wcale – nie informował mnie o błędzie odczytu, po prostu smartfon zachowywał się tak, jakby żadnego przypisanego palca w nim nie było. Po kilku próbach poprawnego przyłożenia telefon w końcu postanowił się odblokować, lecz w tym czasie z pewnością szybciej odblokowałbym go, zwyczajnie wpisując PIN. Być może nie jest mi pisane korzystanie z czytników umieszczonych z boku telefonu, a być może trafiłem na jakiś felerny egzemplarz – nie mogę wykluczyć żadnej z tych ewentualności. Sumarycznie rzecz ujmując, czytnik w tym telefonie był dla mnie bardziej wadą niż zaletą, co w mojej bądź co bądź, krótkiej, smartfonowej historii, zdarzało się niezwykle rzadko.

Bateria zasilająca ten telefon ma pojemność 4500 mAh. Pozwala ona na mniej – więcej dzień pracy przy zastosowaniu 120 Hz (ok. 4 – 6 godzin SOT), w przypadku 60 Hz ta wartość zwiększa się do mniej więcej 7 – 8 godzin (czyli ok. 2 dni przeciętnego użytkowania). Muszę jednak tutaj zastrzec, że cały czas telefon użytkowałem wyłącznie na sieci Wi-Fi oraz ręcznej jasności. W przypadku korzystania z LTE, w zależności od znajdowania się w zasięgu nadajników, powyższe wartości mogą ulec pewnemu obniżeniu. Telefon obsługuje szybkie ładowanie 27 W, dzięki czemu ładowanie do pełna trwa niewiele ponad godzinę (~75 minut). Poniżej kilka zrzutów ekranu.

Aparaty

Omawiany dzisiaj model posiada 3 moduły aparatów z tyłu – główna matryca ma rozdzielczość 64 Mpix i wykorzystuje technikę łączenia 4 pikseli w jeden (więc w rzeczywistości produkuje ona zdjęcia 16 Mpx), jej światło to f/1.89, a wielkość piksela to 0.8 μm. Posiada ona autofokus z detekcją fazy, a jej pole widzenia wynosi 79 stopni. Ponadto jest tutaj obiektyw szerokokątny o rozdzielczości 8 Mpx, świetle f/2.2, wielkości piksela 1.12 μm i polu widzenia 120 stopni, a także dedykowany obiektyw do zdjęć typu makro o rozdzielczości 2 Mpx, świetle f/2.4 i wielkości piksela 1.75 μm. Istnieje także czwarty moduł, który nie do końca może być traktowany jako odseparowany – jest to bowiem 2-megapikselowy detektor głębi. Z przodu ulokowano kamerkę rozmów wideo moduł 20 Mpx, o wielkości piksela 0.8 μm i polu widzenia 78 stopni. Druga soczewka to – tak jak w przypadku modułów z tyłu – dwumegapikselowy detektor głębi. Smartfon potrafi rejestrować filmy w rozdzielczości 4K (30 kl./s) oraz Full HD (30/60 kl./s), posiada także funkcję zwolnionego tempa (maksymalnie 960 kl./s przy rozdzielczości 720p, 120 kl./s w 1080p), lecz wymaga ona dużej ilości światła – w ciemnościach nie uchwycimy za jej pomocą kompletnie nic.

Jak taki zestaw sprawdza się w codziennym użytkowaniu przeze mnie, czyli osobę która nie wymaga specjalnie wiele od aparatów w smartfonach?

Można powiedzieć, że całkiem nieźle, jak na średnio-półkowy telefon. Zdjęcia są pełne detali w przypadku głównego modułu, a także dwukrotnego przybliżenia. Patrząc na efekty trudno stwierdzić, że nie pochodzą one z dedykowanego teleobiektywu (bo K30 go nie posiada), więc za to należy się z pewnością pochwała. Czasem telefon cierpi na niedoświetlenia w pewnych rejonach kadru – niektóre zdjęcia w cieniach są po prostu za ciemne, telefon nie wyciąga z nich detali. Sprawę delikatnie poprawia tryb HDR. Nieco gorzej, ale nie tragicznie, jest w przypadku szerokiego kąta – dobrze, że on jest, bo z pewnością pozwala na rozszerzenie fotograficznych możliwości tego smartfona, niestety, jak w większości rozwiązań tego typu, na szerszym polu widzenia cierpi szczegółowość wyprodukowanych przez oprogramowanie zdjęć.

Kompletnym niewypałem dla mnie jest natomiast tryb makro – 2 megapiksele to najzwyczajniej w świecie za mało, aby docenić praktyczne znaczenie tego trybu. Musiałem się nieźle napracować, aby wykonać zdjęcia, które nie będą rozmyte. Pomyślnie udało się zrobić zaledwie kilka ujęć, a i one nie zawsze udawały się za pierwszym razem. Ponadto w jednym z przypadków, z nieznanych mi powodów, uzyskałem zdjęcie w zupełnie innym kolorze, niż był w rzeczywistości (zdjęcie spodni poniżej). Do uchwycenia szczegółów polecam po prostu korzystać z głównego obiektywu, a tryb makro traktować jako swego rodzaju dodatek, który może, ale nie musi pomóc uchwycić drobniutkie rzeczy, niewidoczne na pierwszy rzut oka. Wideo z tego trybu jest po prostu beznadziejne i nie potrafię znaleźć dla niego żadnego praktycznego zastosowania poza wyrzuceniem go do kosza – spokojnie można na nim policzyć wszystkie piksele, a szczegółowość jest poniżej krytyki (o ile można w ogóle o niej mówić).

Przy słabszym oświetleniu aparat miewa już pewne problemy z rejestracją szczegółów, choć wciąż zdjęcia wykonane w takich warunkach moim zdaniem jeszcze się bronią – najlepiej jednak zrobić zdjęcie, sprawdzić, czy rezultat jest taki, jaki powinien być i ewentualnie wykonać je jeszcze raz. Późnym zmrokiem zdjęć nie robiłem (obecna sytuacja praktycznie wymusza pozostanie w domu), więc do ich jakości ciężko mi się odnieść. Tryb nocny stara się wyciągnąć detale z ciemnych miejsc kadru, ale w mojej opinii zwiększa się wtedy również ilość szumów – krótko mówiąc, zdjęcia są podobne do tych wykonanych przez inne telefony w tej półce cenowej.

Zobacz też:  Xiaomi - polska premiera serii Mi 10T

Jak zatem wypada nagrywanie wideo?

Całkiem dobrze. Filmy rejestrowane tym urządzeniem są szczegółowe, a kolory – z wyjątkiem trybu makro – zazwyczaj są odwzorowywane poprawnie. Wieczorem jest z kolorami nieco gorzej – nie są one tak ładne, jak za dnia. Dobrze działa elektroniczna stabilizacja obrazu (nie ma tutaj OIS). Z nieznanych mi przyczyn domyślnie rozdzielczość nagrywania wideo jest ustawiona na 720p przy 30 kl./s – aby nagrać film w wyższej rozdzielczości, trzeba sobie zmienić rozdzielczość za pomocą przełącznika w aparacie. Jest to jednak raczej moja fanaberia niż jakaś poważna wada. Jakość dźwięku jest w porządku – nie jest on za cichy ani przytłumiony przez redukcję szumów. Aparat jest zatem zgodny z klasą sprzętu – dobry, ale nic ponadto.

Przykładowe zdjęcia i filmy wykonane przeze mnie tym telefonem w pełnej rozdzielczości możecie pobrać do własnej analizy stąd.

Podsumowanie

Jak mogę zatem ocenić ten telefon? W codziennym użytkowaniu nie korzystało mi się z niego źle. Aparat jest OK, płynność nie najgorsza, a odświeżanie 120 Hz naprawdę daje radę i realnie zmienia komfort użytkowania telefonu. Niestety, na tym wszystkim rysę kładzie działanie czytnika linii papilarnych, który mnie po prostu zawiódł, a bateria, jak na swoją pojemność, mogłaby być jeszcze odrobinę lepsza. Ponadto nie podobają mi się dwie duże “dziury” na aparaty z przodu. Warto też zaznaczyć, że tego modelu nigdy oficjalnie nie uświadczymy w Polsce, zatem aby go zakupić, trzeba spojrzeć na nieoficjalną dystrybucję, a także pilnować kwestii oprogramowania, które będzie na nim zainstalowane. Czy osobiście kupiłbym ten telefon? Raczej nie i to nie ze względu na problemy z oprogramowaniem, bo z nimi mógłbym jeszcze sobie jakoś poradzić, ale przede wszystkim ze względu na skaner odcisków palców, którego dobre działanie to dla mnie po prostu podstawa. Redmi K30 tego warunku, w mojej opinii, po prostu nie spełnia.

Jaka jest Wasza opinia na temat Redmi K30? Co, Waszym zdaniem, zostało przeze mnie potraktowane lekko na wyrost, a co rzeczywiście można byłoby w tym modelu poprawić? Podzielcie się Waszymi wrażeniami i refleksjami w komentarzach!

Redmi K30

+ dobry wyświetlacz z odświeżaniem 120 Hz,
+ dobry aparat,
+ obecność złącza jack 3,5 mm.

– problematyczny czytnik linii papilarnych,
– przednie aparaty psujące estetykę frontu urządzenia.
– słaby tryb makro w aparacie.


Posiadacz telefonów Xiaomi od grudnia 2016 roku. Tłumacz MIUI na język polski. Lubi odkrywać różne nowości w oprogramowaniu - wiele wiadomości na temat nowych funkcjonalności wychodzi właśnie od niego. Pomaga (a przynajmniej się stara) ludziom w różnych kwestiach związanych z Xiaomi. Kontakt: Telegram bądź forum miuipolska.pl bądź e-maila.