Cześć, 4 miesiące temu mój telefon randomowo rano po odłączeniu od ładowarki złapał czarny ekran, dioda się w nieskończoność świeciła a po manualnym zrestartowaniu wpadł w bootloopa. Serwis stwierdził że nie mogą nic z tym zrobić więc dałem sobie z telefonem spokój jednakże ostatnio chciałem spróbowac go ożywić. Sflashowałem przez mi flash tool oryginalny system jednakże dalej bootloop. Zostawiłem telefon na dobre pare godzin na ładowarce, i bam, telefon po jakimś czasie uruchomił się na jakieś 10 sekund, potem złapał laga i znowu bootloop. Udalo mi się to powtórzyć 3 razy za kazdym razem tak samo 10sekund lag i bootloop. Od kolegi dowiedziałem się że albo NAND albo procek mi zdechł. Czy jest tak jak powiedział i czy opłaca sie telefon naprawiać czy śmietnik?