Dzień dobry.
Nieopacznie telefon wpadł mi do kałuży, wyciągnąłem go oczywiście natychmiast, wyłączyłem, osuszyłem ścierką i wpakowałem do ryżu. Wcześniej próbowałem go otworzyć, aby odłączyć baterię, ale niestety z racji iż nie mam odpowiednich narzędzi nie byłem w stanie tego zrobić, tylko go niepotrzebnie porysowałem w kilku miejscach
W każdym razie poleżał w ryżu około 40 godzin, po czym wyciągnąłem go i próbowałem włączyć, bez skutku. Być może wielką głupotę zrobiłem ale podpiąłem go pod zasilanie i zauważyłem, że świeci się dioda na dole tak jak zwykle gdy podpinałem go do ładowania. Zostawiłem by się podładował. Po jakiś 5minutach sam z siebie się włączył i wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. Podładowałem go na około 50% po czym odpiąłem bo musiałem wyjść, a ten znów się wyłączył i do tej pory leży martwy. Teraz nawet dioda po podpięciu nie mruga w charakterystyczny sposób, tylko tli się wątłym światełkiem. Nadal jest podpięty i liczę na cud...
Oczywiście mam świadomość, że najlepsze co mogę zrobić, to go oddać do serwisu, ale z racji różnych doświadczeń chce go oddać do zaufanego serwisanta, a ten niestety jest teraz na urlopie.
Może ktoś jest w stanie doradzić, co w takiej sytuacji robić? Jeśli nie, to przyjdzie mi czekać na powrót kolegi z serwisu.
Za wszelkie sugestie z góry dziękuje!
Pozdrawiam!