Amazfit SmartWatch – recenzja

Dostarczaniem sprzętu potrzebnego do testowania najnowszych softów dla użytkowników MIUIPolska zajmuje się firma ILTRADE z Warszawy.
Amazfit SmartWatch – recenzja

Amazfit Watch – smartwatch od Xiaomi. To zdanie było odmieniane przez wszystkie przypadki. Xiaomi jako jeden z niewielu producentów nie posiadał w portfolio swojego inteligentnego zegarka. Sytuacja się zmieniła wraz z prezentacją smartwatcha Amazfit.

Zanim zacznę omawiać zegarek i jego funkcje, muszę się do czegoś przyznać. Złamałem podstawową zasadę recenzenta, jaką jest testowanie sprzętu ze stockowym ROMem. Na usprawiedliwienie powiem, że zegarek dostałem ze sklepu gearbest.com (a konkretnie od Xiaoqing Zheng), zatem oprogramowanie było w języku chińskim. Na rynku jest także amerykańska wersja z językiem angielskim w standardzie. Różnica jest taka, że wersja chińska ma aktualizacje co tydzień w piątek (jak telefony z MIUI), a wersja amerykańska aktualizacje ma… rzadziej. Nawet nie co miesiąc. Różnica jest też taka, że wersję amerykańską można zsynchronizować z serwisem Strava, a chińskiej nie (choć są poradniki, że jednak można).

W momencie, gdy zaczynałem testować zegarek, zmiana języka z chińskiego na angielski powodowała, że po angielsku było jakieś 60%-70%. Xiaoqing (przedstawicielka sklepu gerabest.com) miała poważne wątpliwości, czy dam radę obsłużyć zegarek po chińsku (nie widziała, że można wgrać polski język). Wyprowadziłem ją z błędu. W chwili obecnej, język polski, to już jakieś 95%. Po cichu mówi się, że Xiaomi (a właściwie Huami) udostępni opcje wyboru języka w standardzie (ale nie ma co liczyć na polski).

Wgranie custom ROMu (tzw. Pacefied) umożliwia korzystanie z zegarka po polsku (jakieś 95% – tłumaczenie wykonał user Kaudii z xda). Choć od prezentacji zegarka minęło już kilka miesięcy, to rozwój oprogramowania i wsparcie zaczęło się rozwijać na dobre od tego roku. Ale jak się zaczęło – tempo jest na tyle szybkie, że może w momencie publikacji część recenzji o synchronizacji i funkcjach może być nieaktualna (bo pojawią się nowe możliwości).

 

Paczka dotarła. Opakowanie ma przezroczyste zamknięcie, dzięki czemu zegarek jest ładnie wyeksponowany. Na pudełku znajdują się podstawowe informacje o urządzeniu. Z racji pochodzenia, więcej napisów jest po chińsku, ale to oczywiste.

Zestaw składa się z zegarka, stacji dokującej i kabla microUSB. Amazfit nie jest ładowany bezprzewodowo, jak chociażby Moto 360.

Zegarek prezentuje się ładnie. Na szczęście Xiaomi zastosowało okrągłą kopertę. Okrągłe tarcze bardziej mi się podobają, choć mają swoje wady. Minusem jest grubość – nie zawsze zegarek chowa się pod rękawem koszuli. Pasek jest w mocnym, pomarańczowym kolorze, rzuca się w oczy. Szerokość paska to uniwersalne 22 mm, dzięki czemu można zmienić na każdy dowolny (ale nie zawsze znajdzie to zastosowanie, o czym za chwilę).

Ogólnie nie jest to zegarek do garnituru (przynajmniej nie z pomarańczową opaską). Już nazwa Amazfit (zwłaszcza końcówka „fit”) zdradza, do jakiej kategorii osób kierowany jest zegarek. Standardowe funkcje także są jednoznacznie nakierowane na uprawianie sportu.

Koperta składa się z dwóch części: dolna to poliwęglan, góra to błyszcząca ceramika. Wygląda ładnie. Ekran chronionym jest szkłem Gorilla, podczas 3-tygodniowych testów nie złapał żadnej rysy. Od spodu znajdziemy optyczny czujnik tętna oraz styki do ładowania i synchronizacji.

Z boku znajduje się przycisk do uaktywniania zegarka, lub jego włączenia/wyłączenia. Jego umiejscowienie jest jednak niewygodne, znajduje się jakby „pod spodem”. Dzięki funkcji „double tap to wake”, rzadko jednak się z niego korzysta.

Z drugiej strony jest zegarka jest mały otwór. Mówi się, że to mikrofon, choć producent nigdzie o tym nie wspomina. Na chwilę obecną jest niewykorzystany. Mógłby mieć zastosowanie do Google Now… ale Amazfit nie ma Google Now. Może kolejne aktualizacje, albo modyfikacje pozwolą na korzystanie z funkcji głosowych.

Pasek jest zrobiony z przyjemnego w dotyku silikonu. Standardowo może być pomarańczowy (z czarnym spodem), lub czarny (z pomarańczowym spodem).

Nie jestem przyzwyczajony do pasków tego typu. Zawsze nosiłem zegarki z bransoletką i uważam je za praktyczniejsze. Musiałem nieco zmienić przyzwyczajenia.

 

Specyfikacja

Specyfikacja jest dość standardowa, jak na świat smartzegarków:

  • waga: 53,7 g
  • ekran okrągły, o rozdzielczości 320×300 pikseli o wielkości 1,34 cala. Dół jest nieco ścięty, jak miało to miejsce w Moto 360.
  • 512 MB RAM i 4 GB ROM (dla użytkownika jakieś 2 GB)
  • procesor dwurdzeniowy 1,2 GHz
  • bateria 200 mAh (choć niektóre źródła podają, że 240 mAh, albo nawet 280 mAh)
  • czujnik tętna
  • GPS
  • wifi
  • bluetooth 4.0
  • certyfikat IP67 (nie sprawdzałem)
  • Android 5.1

Nic więcej i niewiele mniej, niż oferuje droższa konkurencja. Żałować można chyba jedynie braku Android Wear.

 

Aplikacja do obsługi

Na telefon dostępna jest aplikacja, za pomocą której możemy konfigurować zegarek. Są dwie wersje aplikacji: w Google Play, przeznaczona dla amerykańskiej wersji, która nie działa z chińską (a zatem moją) i chińska, z chińskiego marketu. Dla chińskiej wersji Amazfita, aplikacji trzeba szukać w internecie. Ta z Google Play nie będzie chciała się połączyć (poprzez zeskanowanie kodu qr na zegarku), o czym poinformuje stosownym komunikatem.

W aplikacji mamy możliwość zmiany tarczy, zsynchronizowania danych z zegarka oraz zmiany wyświetlanych pozycji w menu Amazfita. Zmienimy także jednostki (np. kilometry i mile). Ogólnie ustawień jest dość ubogo. Na domiar złego, jeśli chcemy zmienić np. cel ilości kroków do przejścia, trzeba łączyć się z MiFitem, bo z nim także można synchronizować niektóre dane z zegarka. W sieci pojawiają się plotki i rendery nowej wersji aplikacji, oznaczonej cyfrą 2.0. W niej ma być już wszystko, łącznie z podglądem przebytej trasy.

Póki co, do wyświetlania trasy służy aplikacja MiDong. Jak już można się domyślić, potrzebna jest wersja z chińskiego marketu. Po zalogowaniu na konto Xioami, elegancko prezentuje przebytą trasę poszczególnych treningów. Żeby nie było za różowo, aplikacja MiDong nie wyświetla naszych osiągnięć. Żeby je zobaczyć, trzeba wchodzić przez aplikację Amazfit.

Skoro jesteśmy już przy wyświetlaniu tras… GPS sprawuje się dobrze. Fixa łapie dość szybko, a na pewno szybciej, niż niektóre Mi5 z naszego forum. A jak już złapie, to trzyma.

Z racji, że byłem chory i nie mogłem za bardzo biegać, odpaliłem GPS i wsiadłem w samochód (że niby jazda na rowerze). Sygnału nie zgubił, zapis jest dość dokładny.

Szkoda jedynie, że nie można zainstalować żadnej mapy na zegarku, to byłoby coś.

System

Amazfit nie ma android wear. Ta wiadomość była największym (może obok języka chińskiego) rozczarowaniem po prezentacji zegarka. W sumie wszyscy obawiali się jakiegoś zamkniętego systemu, czegoś w stylu systemu na zegarkach Garmina, albo jeszcze czegoś gorszego. Na szczęście Xiaomi postawiło oprogramowanie na androidzie 5.1. Co to daje? Chociażby dostęp do zegarka przez terminal i możliwość przetłumaczenia go na język polski (i inne). W teorii można także instalować aplikacje, jednak nie udało mi się zainstalować Google Play. Ograniczeniem jest pewnie procesor. Na xda można znaleźć dedykowany kalkulator, minutnik i galerię zdjęć. A widziałem, że zapaleńcy odpalali jakieś gry.

Sterowanie odbywa się za pomocą prostych gestów. Wiadomo: prawo, lewo, góra, dół. I tapnięcie celem wyboru. Po kilku godzinach zabawy miałem już sporą wprawę, choć do dziś potrafię odkrywać jakieś dziwnie zaszyte funkcje. Istnieje także możliwość odblokowania launchera z listą zainstalowanych aplikacji. Jest to niezbędne, jeśli chcemy bawić się w instalację aplikacji firm trzecich. Oczywiście instalacja jest poprzez ukochany terminal, ewentualnie narzędzie z xda.

Ekran

Ekran nie gaśnie. Jest cały czas włączony. Nie jest podświetlany, ale stale pokazuje czas. Podświetlenie załącza się poprzez ruch ręki, jaki standardowo wykonuje się podczas sprawdzania godziny. Jest czytelny, ale wydaje mi się, że kolory mogły być żywsze. Teraz są jakby nieco sprane, na pewno nie takie soczyste, jak na renderach. Oczywiście tarcze możemy zmieniać wedle upodobań. Wydaje mi się, że zdecydowanie bardziej pasują jakieś sportowe motywy. Na xda pojawiły się ostatnio narzędzia do tworzenia własnych tarcz (z cyferblatem i wskazówkami).

Wspominałem o wadach okrągłej koperty. Oczywiście chodzi o to, że nie zawsze tekst mieści się na ekranie i dłuższe frazy trzeba przewijać w okolice średniej okręgu tarczy. Na zdjęciach da się zobaczyć, że niektóre słowa są bardzo nienaturalnie (żeby nie powiedzieć źle) przenoszone do nowej linii, ale to też kwestia nieoryginalnego tłumaczenia.

 

Bateria

Jestem bardzo mile zaskoczony. Nasłuchałem się o konieczności ładowania smartwatchy każdego dnia. Pierwszy Apple Watch miał być ładowany nawet dwa razy dziennie. Mając Amazfita można zapomnieć o ładowarce. W moim trybie użytkowania spokojnie wytrzymuje jakieś 5-6 dni. Idealnie od jednego update’u do drugiego. Oczywiście Amazfit jest synchronizowany z telefonem, wibruje przy nadejściu połączeń, odczytuje SMSy i maile, a także raz-dwa razy w tygodniu śledzi trasę przez GPS. Mimo niewielkiej pojemności baterii (200 mAh), sprawuje się ona znakomicie, nawet mimo stale włączonego ekranu. Ładowanie jest bardzo szybkie, ale to nie technologia QuickCharge, a niewielka pojemność.

Xiaomi nie zdecydowało się na ładowanie bezprzewodowe, jak w innych zegarkach. Mamy do tego specjalną podstawkę – stację dokującą.

Wifi i łączność

Amazfit jest wyposażony w wifi. Służy ono przede wszystkim do pobierania aktualizacji. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś będzie przeglądać internet na ekranie 1,34 cala (ale co to dla studentów na egzaminie). Byłoby to o tyle utrudnione, że zegarek nie ma klawiatury. Tekst, choćby klucz wifi, wprowadza się na telefonie. Jak wspomniałem, Amazfit nie obsługuje (jeszcze) komend głosowych.

Oczywiście jest też bluetooth w wersji 4.0. To tą drogą zegarek komunikuje się z telefonem, przesyła dane etc.

Nie uświadczymy natomiast NFC.

 

Funkcje sportowe

Pech chciał, że zegarek trafił do mnie w momencie, gdy byłem nie dość, że przeziębiony, to jeszcze pogoda była tragiczna. Nie było mowy o uprawianiu sportu, nawet spacer nie wchodził w grę. Dopiero ostatnio aura się poprawiła, a i ja mogłem wyjść na dwór (ale nie na tyle, żeby wyczynowo trenować). Na czas ćwiczeń, zegarek musiałem oddać żonie.

W menu Amazfita mamy kilkanaście opcji do monitorowania ćwiczeń. Biegi i jazda na rowerze na zewnątrz (z śledzeniem trasy przez GPS), spacer, rower stacjonarny, orbiterek, biegi górskie… Jest także opcja podsumowania całkowitej aktywności. Są wszystkie przebyte treningi. Jest także timer z funkcją okrążeń.

Teoretycznie zegarka można używać nie tylko do biegów. Ustawiona opcja biegania na bieżni i tak potrafi wykryć aerobik, czy podobne ćwiczenia (inna sprawa, że to niekoniecznie jest dokładne).

W momencie, gdy ćwiczymy, automatycznie włącza się opcja ciągłego pomiaru tętna. Zegarek należy umieścić powyżej nadgarstka i docisnąć opaskę, o czym zegarek poinformuje stosownym komunikatem. To dlatego luźna bransoletka się nie sprawdzi.

Zegarek mierzy także kroki. Pomiar jest dużo dokładniejszy, niż w przypadku MiBanda pierwszej generacji. Różnice sięgają jakichś 200-300 kroków (MiBand pokazuje więcej).

Amazfit monituje także sen i dane z zegarka pokrywają się z tym, co pokazuje MiBand.

Jako że mam pracę w znacznej części siedzącą, zegarek przypomina mi o konieczności oderwania się od komputera i zrobienie sobie minutowej przerwy. Minus jest taki, że przypomina także wtedy, gdy już leżę wieczorem w łóżku.

Podczas ćwiczeń mamy dostęp do muzyki. Tak, tak, Amazfit ma wbudowany odtwarzacz. Do pamięci zegarka możemy przerzucić ulubione utwory i z nimi trenować. Minusem jest to, że słuchać można tylko przez słuchawki BT, bo tylko tak można połączyć zegarek (z drugiej strony trudno wyobrazić sobie, żeby umieszczać tam wejśce jack 3,5 mm). Nie wypowiem się o tej funkcji szczegółowo, bo nie mam (jeszcze) takich słuchawek, a głośnik Blaupunkta nie chciał się połączyć. Jest też opcja chińskiego radia, ale także nie chciała działać. Sam zegarek nie ma wbudowanego głośnika.

Podsumowanie

Jak wrażenia? – zapytacie. Pozytywnie. – odpowiem. Nie jest to urządzenie w stylu „wyjmij i używaj”. Zanim stanie się użyteczny, trzeba nieco się namęczyć w terminalu, poszukać działających aplikacji. I w zasadzie cały czas trzeba się w terminalu bawić. Prawie jak z Nexusem. W zamian za cierpliwość, Amazfit odwdzięczy się ładnym wyglądem, stale rosnącą funkcjonalnością i długim czasem działania.

 

 

Zegarek jest możliwy do zakupu w gerabest.com (linkt typu ref).

Dla czytelników MIUI Polska jest także promocja: używając kodu: miuipolska1, można kupić Amazfit SmartWatch w promocyjnej cenie 118.29$. Promocja jest aktualna do 1 maja 2017. Ilość sztuk ograniczona.

 

[AuthorRecommendedPosts]