„Google jest monopolistą i działało jak monopolista, by utrzymać swoją pozycję” – tymi słowami amerykański sąd federalny rok temu uzasadniał decyzję o naruszeniu prawa antymonopolowego przez giganta z Mountain View. Teraz zapadł kolejny, przełomowy wyrok: Google nie musi sprzedawać Chrome’a ani Androida, ale otrzymało zakaz zawierania umów wyłączności wiążących instalację sklepu Google Play z preinstalowaniem niektórych swoich aplikacji i będzie musiało otworzyć część swoich zasobów dla konkurencji.
Jak Google zamroziło rynek
Przez ponad dekadę Google płaciło miliardy dolarów (w 2021 roku było to ponad 26 miliardów dolarów, z czego 20 trafiło do Apple’a) producentom smartfonów, twórcom przeglądarek i operatorom, aby wyszukiwarka firmy była ustawiona jako domyślna. Dzięki temu rywale nie mieli większych szans zdobyć odpowiednich danych ani użytkowników, by rozwijać własne rozwiązania. Ekosystem wyszukiwania został w ten sposób „zamrożony”, a Google mogło czerpać gigantyczne zyski z reklam, praktycznie bez ryzyka utraty pozycji.
Od poprzednich wyroków w tych sprawach rynek wyszukiwarek niewiele się zmienił. Pojawił się jednak nowy czynnik – sztuczna inteligencja. ChatGPT, Claude czy Perplexity zaczęły przejmować część zapytań, które dotychczas kierowano do Google. Jeszcze nie są one pełnoprawnym zamiennikiem wyszukiwarki, ale ich rozwój jest tak szybki, że zdaniem sądu środki zaradcze muszą zapobiec powtórce z historii i chronić przed monopolizacją także rynek AI.
Co zdecydował sąd?
Google przekonywało, że wystarczy zakazać mu umów wyłączności, bo „rynek jest już otwarty”, a dodatkowe ograniczenia osłabiłyby jego pozycję w rywalizacji z innymi firmami AI. Departament Sprawiedliwości USA chciał jednak znacznie ostrzejszych środków, włącznie ze sprzedażą przeglądarki Google Chrome czy Androida.
Ostatecznie sąd wybrał ścieżkę kompromisową. Google nie zostanie zmuszone do sprzedaży kluczowych aktywów, lecz nie może też uzależniać przyznawania licencji na dostęp do Google Play od instalacji usług takich jak Google Search, Chrome, Asystenta Google czy Gemini. Google nie ma również prawa zapobiegać preinstalacji alternatywnych dla tych usług rozwiązań. Firma zostanie dodatkowo zobowiązana do udostępnienia wybranym konkurentom części danych wyszukiwania oraz oferowania udostępniania wyników i reklam, aby mniejsze podmioty mogły rozwijać własne technologie. Ważnym elementem jest też obowiązek ujawniania zmian w systemach aukcji reklamowych, aby ograniczyć możliwość manipulowania cenami.
Decyzja obowiązywać będzie przez sześć lat, a nad jej realizacją czuwać ma specjalny Komitet Techniczny. Niektóre z rozwiązań wchodzą w życie natychmiast. Sąd odrzucił jednak bardziej kontrowersyjne propozycje, takie jak obowiązkowe ekrany wyboru wyszukiwarki (czyli coś, co jest obecne na europejskich wersjach smartfonów) czy zakaz płacenia bądź oferowania korzyści partnerom za preinstalację aplikacji bądź wyszukiwarki Google (czyli coś, na czym zarabiały Apple czy Mozilla), uznając je za nieefektywne lub nadmiernie regulacyjne.
To nie koniec sprawy
Wyrok (a w zasadzie to opinia, gdyż finalny wyrok, zgodny z tą opinią, ma zapaść 10 września) nie jest ostateczny, można się więc spodziewać, że Google się od niego odwoła – póki co firma „analizuje sytuację”, ponieważ ma wątpliwości, jak wyrok wpłynie na dane i prywatność jej użytkowników. Podobnie zachowują się przedstawiciele amerykańskich władz – jak donosi BBC, zastępca prokuratora generalnego Abigail Slater napisała na Twitterze:
„Dzisiejsze postanowienie dotyczące środków zaradczych uwzględnia potrzebę przywrócenia konkurencji na rynku wyszukiwarek, który przez długi czas był zmonopolizowany. Obecnie rozważamy dostępne opcje i zastanawiamy się, czy nakazane środki zaradcze są wystarczające, aby osiągnąć ten cel”
Swego rozgoryczenia decyzją sądu nie kryje natomiast szef DuckDuckGo. Gabriel Weinberg, dyrektor generalny DuckDuckGo, stwierdził w oświadczeniu, że orzeczenie nie będzie skuteczne. „Google nadal będzie mogło wykorzystywać swoją pozycję monopolisty do powstrzymywania konkurentów, w tym w dziedzinie wyszukiwania opartego na sztucznej inteligencji. W rezultacie konsumenci będą nadal ponosić straty” – napisał. „Uważamy, że Kongres powinien teraz wkroczyć do akcji i zmusić Google do zrobienia tego, czego firma obawia się najbardziej: konkurowania na równych zasadach”.
Niezależnie od tego, jak ostatecznie zakończy się cała sprawa, jedno jest pewne – to jasny sygnał, że monopolistyczne praktyki Google będą (a przynajmniej powinny być) coraz uważniej kontrolowane. Dla użytkowników może to oznaczać większą różnorodność usług w przyszłości i szansę na rozwój alternatywnych rozwiązań, które nie będą z góry przegrywać w starciu z gigantem. Nie nastąpi to jednak na pewno zbyt szybko – gigant nie podda się bez walki.
źródła: BBC, CBS News, The Verge, TechCrunch